Montgomery znowu zaklął. - To długa historia. Może byśmy ją omówili nad kilkoma kwartami piwa i pasztecikami? Już czuję ich zapach. Od chwili gdy wyjechałem stąd w czwartek, nie * Czarna Straż (ang. Black Watch) - popularna nazwa Królewskiego Pułku Szkockich Górali, jednego z pułków w armii brytyjskiej (przyp. tłum.). jadłem nic konkretnego. Skierowali się do drzwi. Po drugiej stronie przepierzenia Catherine powoli odsunęła się od ściany. W ustach jej zaschło, a serce waliło jak młotem - i nic dziwnego! Mężczyzna, którego poślubiła, choć tylko czasowo, nie był tym, za kogo się podawał. Nie był londyńskim kupcem. Nawet w ogóle nie był Anglikiem! Należał do tych dzikusów o gołych nogach, którzy noszą spódnice, do rasy podżegaczy wojennych, równie barbarzyńskich i prymitywnych jak jałowy kraj, który zamieszkiwali! Był Szkotem. I jakobitą. Jej ojciec wyjąłby pistolet i zastrzeliłby drania na miejscu, gdyby wiedział, że to papistowski szpieg, który podaje się za dżentelmena… i to pod jego własnym dachem! Szkot! Od samego początku wiedziała, wyczuwała, że było w nim coś nienaturalnego, coś skrytego, fałszywego i podstępnego. Jak to się stało, że Damien - prawnik i przenikliwy sędzia ludzkich charakterów - dał się tak łatwo nabrać na tę przyjaźń? Wielkie nieba, jego kariera byłaby zrujnowana, gdyby wyszło na jaw, że prowadził interesy z jakobickim szpiegiem. Wszyscy wiedzieli, że jakobici trudnią się przemytem, uprowadzeniami, wymuszeniami, kradzieżą, zdradą, mordem… Mordem! Raefer Montgomery był poszukiwany za morderstwo! Za jego głowę wyznaczono nagrodę w wysokości dziesięciu tysięcy koron! Nawet nie był Raeferem Montgomerym, tylko Alexandrem Cameronem, jakobickim szpiegiem, bezlitosnym mordercą i sam jeden Bóg wie, kim jeszcze! Na pewno przywiózł ją do tej plugawej oberży podstępem, nie mając zamiaru jej uwolnić ani zabrać do Wakefield, aby unieważnić małżeństwo. Unieważni je osobiście za pomocą pistoletu lub noża, a potem pozbędzie się ciała, wywożąc je w miejsce, gdzie nikt go nigdy nie znajdzie. Catherine uniosła drżącą dłoń ku skroni… I omal nie skoczyła, poczuwszy czyjś dotyk na ramieniu. To była ręka Deirdre. Służąca drgnęła i głośno zachłysnęła się powietrzem, kiedy jej pani odwróciła się raptownie. - Deirdre! Zapomniałam, że tutaj jesteś. - Jestem - rzekła pokojówka. - I w tym momencie wcale się z tego nie cieszę. - Och, Deirdre… - Catherine mocno chwyciła dziewczynę za ramię. - Słyszałaś coś? - Niektóre słowa były przytłumione, panienko, ale większość słyszałam. - Więc rozumiesz, że jesteśmy w straszliwym niebezpieczeństwie. Musimy znaleźć sposób, żeby się stąd wydostać… żeby uciec od tych ludzi… żeby ostrzec władze i doprowadzić do ich aresztowania! - Ale… jak? - Służąca obrzuciła niewielki pokoik strapionym spojrzeniem. - O ile się dobrze orientuję, jesteśmy tu tylko we dwie, wywiezione gdzie diabeł mówi dobranoc. Catherine znowu cała zesztywniała. Montgomery, to znaczy Cameron, powiedział, że są w Wakefield, ale równie dobrze mogli być osiemdziesiąt kilometrów na północ lub na zachód, albo na wschód od jakiegokolwiek znanego miasta. Jednak nawet gdyby tak było, wciąż znajdowali się w głębi Anglii i gdzieś w pobliżu powinien stacjonować garnizon milicji*. Cichutko podeszła do drzwi i spróbowała odsunąć zasuwę. Poruszała się dość lekko, ale Catherine zdawała sobie sprawę, że nie można wymknąć się z karczmy niepostrzeżenie. Odwróciła się i oparła się plecami o drzwi. W pokoju nie dostrzegła niczego, czego mogłyby użyć jako broni, ani do ataku, ani do obrony. W bagażniku powozu znajdował się muszkiet, a pod jednym z siedzeń leżał ukryty pistolet. Ustrzeliła w życiu sporo kuropatw i bażantów, bez wątpienia potrafiłaby zastrzelić człowieka, gdyby stanął jej na drodze do wolności, ale najpierw musiały dostać się do powozu. - Może przez okno, panienko? - szepnęła Deirdre, której myśli najwyraźniej biegły tym samym torem. Catherine szybko podeszła do małego, pozbawionego szyby otworu i mocno pchnęła okiennice. Mimo że okno nie było szerokie, zdołałaby się przez nie przecisnąć, lecz znajdowało się dość wysoko. Tuż obok rósł stary dąb o grubych konarach. Jeden prawie dotykał okna. Od czasów gdy Catherine po raz ostatni wspinała się po drzewach, minęło co najmniej dziesięć lat. Chciała wtedy zaimponować bratu, jednak nigdy nie wdrapała się wyżej niż półtora metra nad ziemię. Potrząsnęła głową. - Nie wiem… Deirdre była jednym z trzynaściorga dzieci dworskiego gajowego. Spędziła pół życia, łażąc po drzewach w lesie razem ze swoimi ośmioma starszymi braćmi, tak więc zejście w dół po gałęziach dębu wydało się jej najprostszym rozwiązaniem. - Proszę spojrzeć panienko, gałęzie wystają z pnia jak schody. Prawdę mówiąc, * Milicja - oddziały zbrojne formowane dawniej w czasie pokoju z obywateli mających broń i odbywających przeszkolenie wojskowe, powoływanych do służby czynnej w czasie wojny (przyp. tłum.). wydają się o wiele solidniejsze niż te schody, po których weszłyśmy tutaj. Jeśli panienka chce, mogę zejść pierwsza, wydaje się to równie proste jak schodzenie po drabinie. Catherine wściekle przygryzła dolną wargę i spojrzała na drzwi. - Tak. Tak, idź pierwsza. Ale nie po to, by pokazać, że to możliwe. Musisz pójść po pomoc. Piwne oczy Deirdre zrobiły się okrągłe jak spodki. - Za nic nie zostawię panienki samej, gdy za ścianą są ci ludzie… Catherine chwyciła dziewczynę za ramię stomatolog Rzeszów. Deirdre była jej pokojówką od siedmiu lat i wykazywała się niezwykłą lojalnością… ale to nie był stosowny moment, by tego dowodzić.